Na ptasiej mapie Polski istnieje wiele fascynujących i znanych miejsc, które przyprawiają o szybsze bicie serca każdego miłośnika ptaków i fotografii. Jestem początkujący w tej dziedzinie i w poszukiwaniu cudów natury wybrałem się w moje rodzinne strony. Tam rozpoczęła się przygoda i poszukiwanie skarbów tych najcenniejszych, jakie można dzisiaj jeszcze znaleźć. Przez ostatni rok przekonałem się jak trafnym zdaje się być słynne powiedzenie: „Cudze chwalicie, swojego nie znacie”.

W centralnej Polsce, zgoła mało interesujący, niewielki punkt na mapie potrafi przez okrągły cykl roku, o każdej jego porze, zaskoczyć i oczarować całkiem inaczej, innym dźwiękiem lub kolorem, inną sylwetką wynurzającą się z trzcinowego lasu lub odmętów lodowatej wody. Wielokrotnie bywałem tam zanim chwyciłem aparat w rękę, w czasach gdy w kręgu moich pragnień i dążeń znajdowały się nie całkiem przyrodnicze zagadnienia. W owych czasach nie chciałem ich dostrzegać, wszystko wokół więc pozostawało w ukryciu. Mimo usilnych starań taty, abym otworzył oczy, ja pozostawałem ślepy. Człowiek mija miejsce i nie zdaje sobie sprawy z obfitości życia jakie płynie tuż obok. Dopiero moja przemiana, mój własny renesans, aparat i poszukiwanie bliskości z naturą, dopiero cierpliwość i mnóstwo samotnie spędzonych godzin zrzuciły kotarę z mych oczu. Wystarczyło zatrzymać się na chwilę, zapomnieć o codziennym pędzie, zapomnieć o pozostawionym za sobą świecie bloków, urzędników, mamony, telefonów i bankomatów. Wystarczyło zamknąć na chwilę oczy, wsłuchać się w gwar nadwarciańskich rubieży i napawać się powietrzem, jego zapachem i smakiem. Wystarczyło położyć się na trawie, aby stać się częścią tego niewielkiego ekosystemu, każdym nerwem wchodzić w magiczny rytm, który wystukują świerszcze w pobliskiej trawie, dzięcioły bębniące gdzieś nieopodal, skowronki rozpruwające swym nienasyconym świergotem wiosenny podmuch wiatru i liczni inni, wspaniali mieszkańcy tej doliny. Zatrzymałem się i pozostałem w bezruchu, a niedostrzegalne stało się widoczne. Poczułem jak zostałem cudownie uzdrowiony, jak inaczej zacząłem postrzegać to, co nas okala, to co nam pozostało. Nasz największy skarb.

krag zycia nad jeziorskiem 1 20150829 1870792349
Rezerwat - A1

Miejsce, które stało się mym drugim domem od przeszło roku, to górny odcinek rzeki Warty, a w zasadzie jego niewielka część w centralnej Polsce, przekształcona przez władze poprzedniego systemu w roku 1986 w sztuczny zbiornik. Nie byle jaki zbiornik, bowiem pod względem wielkości drugi w kraju. Początkiem tego cudu socjalistycznych władz, jest most nad rzeką łączący miasto Warta i wioskę Włyń. Zwieńczeniem natomiast - zapora, dwadzieścia kilometrów dalej na północ. Moje podróże docierają jeszcze cztery kilometry dalej, aż do wioski Księże Młyny, przez którą przedziera się szeroką wstęgą niezamarzający odcinek Warty. Szerokość wyznaczyć jest nieco trudniej, zachodnią rubież będzie stanowić szosa biegnąca pomiędzy miastami Warta i Turek, łącząca się jednocześnie z drogą prowadzącą przez zaporę. Wschodnia część natomiast jest bardziej płynna, mniej oczywista, tam bowiem znajduje się sieć niewielkich rzek, których bieg kończy się właśnie w Jeziorsku. Obecnie opanowana jest ona przez bobrze zastępy, które utworzyły system bagien i łąk zalewowych, tworząc nieprzebyte bogactwo natury i miejsce wprost bijące magią istnienia. Zbiornik przy pełnym stanie napełnienia ma około 43 kilometry kwadratowe powierzchni, przy minimalnym stanie około 17 kilometrów. Od 2002 roku zbiornik jest miejscem lęgów czapli białej, obecnie to ostoja ptasia o randze europejskiej, szczególnie istotna podczas jesiennych migracji.

Początek życia.

krag zycia nad jeziorskiem 2 20150829 1029727625
Gęgawa (Anser anser) © Łukasz Boch

Wszystko zaczyna się w marcu. Mimo zalegającego tu i ówdzie śniegu, w powietrzu czuć ten specyficzny zapach, to wiatr niosący wiadomość o nadchodzących narodzinach. Rodzić się będzie życie, od tego najmniejszego, ukrytego gdzieś w otmętach wody, do tego, które wykluje się w starym gnieździe bielików – władców tej krainy. Mijają dni i tygodnie, a na każdym kroku dostrzec można oznaki miłości i uwielbienia. Nad polami niebo wypełniają niewielkie sylwetki skowronków starających się zagłuszyć warkot ciągnika i przypominające jakiś przedwojenny nadajnik radiowy elektryczne dźwięki czajki wykręcającej beczki i pętle nad wilgotną łąką. Powietrze przecinają ostrzem klucza gęsie zastępy. Wiosna! Cudowna eksplozja zieleni. Słońce, które co jakiś czas wychyli się zza zasłony chmur pędzonych południowym wiatrem, przyjemnie ogrzewa twarz. W tym okresie osuszony na zimę zbiornik zaczyna być powoli napełniany, z każdym dniem widać wyraźnie zmianę środowiska. Ogromne połacie terenu niebawem skryją się pod wodą - wierzbowe lasy, wysokie trzcinowiska, turzyce porastające gęstym dywanem smutną i opustoszałą do niedawna część zalewu. Wszystko to będzie elementem wodnego labiryntu tej dzikiej krainy.

Ruszamy do Kolonii Glinno. To najciekawszy obszar o tej porze roku. Niewielka wioska położona jest nad wschodnim brzegiem zalewu. Wiosenna eksplozja życia zmieni te tereny nie do poznania, wody zaczyna przybywać, przybywają też kolejni goście, a może gospodarze? Na dużym terenie stosunkowo niewielka głębokość zalewających go wód daje możliwość ciekawych obserwacji. Ta bogata kiść form życia wynika ze zróżnicowania tutejszego terenu. Pobliskie pola uprawne graniczą z podmokłą łąką, ale również trzcinami, turzycami, małymi i średnimi jeziorami oraz wierzbowym lasem, który w oddali straszy swym posępnym zarysem, ten ciągnie się aż po przeciwległy brzeg, ku przepompowni Proboszczewice. Przypuszczam, że to właśnie dzięki tej różnorodności można tutaj spotkać tak wiele gatunków ptaków. Do końca kwietnia cały teren znajdzie się pod wodą. Sprawia to pewne trudności w obserwacjach i fotografowaniu - bez odpowiedniego sprzętu pozostaną nam tylko tereny przybrzeżne, choć prawdziwa esencja kryje się dalej na zachód, w głębi tego prawdziwego labiryntu Fauna. Aby go zgłębić koniecznym będzie posiadanie pontonu lub innego pływadła, do obserwacji jednak świetnie nadaje się pas brzegowy. Opisywane tereny stworzą do końca sierpnia rezerwat, ptasią ostoję, gdzie lęgi wyprowadzą setki, a może tysiące ptasich rodzin. Obszar rezerwatu to lej, który tworzy trójkąt poprowadzony od mostu na Warcie, do wioski Tomisławie i stamtąd na wschód do wsi Brzeg.

krag zycia nad jeziorskiem 3 20150829 1646846993
Ciekawski łęczak © Łukasz Boch

Jeżeli spojrzymy na zdjęcie satelitarne, to widok doliny przywodzi na myśl obrazy z deszczowych lasów amazońskich. Plątanina koryt i wierzbowej dziczy. Jeszcze większe wrażenie robi ujrzenie tego wszystkiego z samego serca, z wnętrza rezerwatu. Wróćmy jednak na rubież opisywanych terenów, do Koloni Glinno, tam bowiem niebawem wzejdzie wschód. Siedzimy w ukryciu nad brzegiem zbiornika o wielkości najwyżej hektara. Za plecami piękne pastelowe barwy zaczynają łechtać mrok nocy. Gwiazdy nade mną potwierdzają, że będzie spektakularny wschód słońca. Okoliczne topielisko rozbrzmiewa potęgą żabiej pieśni. Dołączają się bąki, dwa lub trzy. Ich posępne pohukiwanie nie da się z niczym innym pomylić. W tle rozlegają się zalotne fanfary żurawi. Oto czas rozpocząć spektakl. Wiosenną serenadę miłości. Wraz z upływem minut bogactwo dźwięków zalewa całkowicie wszystkie zmysły. Schowany w ukryciu podziwiam przybywających wraz z promieniami słońca mieszkańców tych dzikich ostępów. Nadchodzący dzień punktualnie oznajmia bezładna paplanina gęgaw. One wyprowadzą legi w głębi opisanego labiryntu. Na wodzie pojawiają się perkozy dwuczube, perkozki i zauszniki. Z dala, zbite w grupie, siedzą blaszkodziobe: czernice, głowienki i krzyżówki. Przy odrobinie szczęścia możemy zobaczyć pięknie ubarwionego ohara, prawdziwego strojnisia, który o wstyd przyprawia niejednego mieszkańca zalewu. Gdzieś za plecami rozlega się turkot kszyka, popiskuje łęczak. Wszystkie stworzenia wydają się być otępiałe siłą instynktu. Jeszcze przed świtem żer zaczynają czaple. Co jakiś czas powyginana sylwetka siwej przekreśla niebo nad trzcinową gęstwiną. Czasem towarzyszy im skrzek idealnie dopasowany nastrojem do postury w locie. Mój zbiornik za cel obierają sobie dwie białe czaple. Wspaniałe sylwetki cichych łowców, tak doskonale przygotowanych do ewolucji. Zawsze będzie mnie zastanawiać śnieżna jasność jaka od nich emanuje, zupełnie nie pasująca do zielono – brunatnego otoczenia. To dodaje im mistycyzmu, czegoś rodem z baśniowej krainy.

krag zycia nad jeziorskiem 4 20150829 1183717877
Królowa śniegu © Łukasz Boch

Białe rozpoczynają swoją śmiercionośną podróż spod brzegu jeziorka. Kierują się w moją stronę. Słońce przegoniło już mrok, ostatnie zakamarki dzikich ostępów zalewają się ciepłem wschodu. Nad ścianą trzcinowego lasu, kilkadziesiąt metrów ode mnie, do lotu wzbija się bystrooki błotniak stawowy. Ta para wyprowadzi lęgi nieopodal miejsca, w którym się znajduję. W całej okolicy będzie ich znacznie więcej. Nieco później, bo już w mocniejszym słońcu, na niebie pojawiają się mistrzowie powietrznych akrobacji, długoskrzydłe rybitwy białowąse i czarne w błyskawicznych zwrotach dokonują spektakularnych, powietrznych figur. Okres lęgów obejmie teraz wszystkie gatunki. Jeżeli przeniesiemy się w tym czasie na przeciwległy brzeg leja, nieopodal przepompowni w Proboszczewicach, to ujrzymy posępne cmentarzysko starych olch, sterczących z głębokiej rzecznej odnogi. To kolonia czapli otoczona bastionem wody, bagna i plątaniny gałęzi. Gwar wypełnia tutaj każdy zakamarek, a jeżeli znajdzie się jakiś wolny, to huk kormoranów dopełni reszty. Te, stworzyły swoją twierdzę nieco głębiej, bliżej serca rezerwatu. Nadal jednak to miejsce jest dobrze widoczne z wału przeciwpowodziowego. Umierające drzewa z białymi śladami ich bytu, przyozdobione są czapkami kormoranich gniazd. Z drugiej strony wału, na rozległej łące, czajki i rycki konkurują o najlepsze miejsca. Bociany białe naprawiają zniszczone zimą gniazda. Taki stan rzeczy potrwa do maja, kiedy to na opisywanych terenach wyleje się masowo młodzież, nowe pokolenie, które, jak Bóg da, pojawi się w przyszłym roku by kontynuować odwieczny cykl przyrody.

krag zycia nad jeziorskiem 5 20150829 1304834288
Nazgul © Łukasz Boch

Dorastanie.

Biosystem latem zmienia się powoli, woda zaczyna stopniowo opadać. Nie na tyle jednak, aby uwolniła otwarty brzuch zalewu. Początkowo odsłania gąszcz wierzbowych lasów w sercu rezerwatu, zatem miejsca obserwacji i fotografowania pozostają te same. Widzimy jak upływający czas zmienił życie na rozlewiskach. Poranki i wieczory nie rozbrzmiewają już szalonym echem setek ptasich gardeł. Temperatura powietrza w ciągu dnia osiąga prawie trzydzieści stopni, życie wtedy zdaje się zwalniać, chować w każdym możliwym cieniu. Największa aktywność jest, podobnie jak wiosną, wczesnym rankiem i późnym popołudniem. Teraz jednak ptasie zastępy dużo szybciej znikają w obawie przed skwarem. Po jeziorku pędzą już młode gęsi, para perkozów uczy maluchy jak nurkować i polować. To czas dorastania, czas, w którym początkowo ukryte jeszcze przed światem pisklaki stopniowo ukazują się bacznemu obserwatorowi, by w końcu zaprezentować mu niemal pełny wachlarz nabytych umiejętności. To również czas, kiedy do ofensywy przystępują komary, ślepaki i bąki, bijąc niemiłosiernie w każdy, odsłonięty kawałek skóry.

krag zycia nad jeziorskiem 6 20150829 1034171409
Rozprawa sąsiedzka © Łukasz Boch

Mijają dni, nastaje upalny lipiec, a po nim sierpień. Teraz już wyraźnie widać spadek poziomu wody. Coraz dalej udaje mi się zagłębiać w serce rezerwatu. Idąc labiryntem trzcinowej fortecy, docieram do oaz rozsianych po całym obszarze, tlących się życiem odciętych w niewielkich bajorkach ryb. Tam właśnie prawdziwą rzeź urządzały czaple białe, siwe ale również królowie wierzbowego lasu, bociany czarne. Pojawiają się tegoroczne osobniki, ubarwione mniej spektakularnie, niż podbite krwistą czerwienią dorosłe ptaki. W tym czasie życie na obrzeżach zalewiska powoli ustaje. Część ptaków już szykuje się do odlotów. Bociany, wysoko nad głowami, gromadzą się w potężne eskadry, krążące w kominach ciepłego powietrza. Młode błotniaki, już lotne, ćwiczą intensywnie przed swoją wielką podróżą. Na pojawiających się coraz większych połaciach dna, spowitych nadal bezgranicznym błotem, przyodzianym skorupiakami i starymi korzeniami, żer podejmują liczne siewkowe. Kszyk, brodziec śniady, rycyk, kulik wielki, czasem ostrygojad. Powoli nastaje czas zmiany miejsca obserwacji. Z położonych głębiej, wysychających bajorek, przenoszę się bardziej na północ.

krag zycia nad jeziorskiem 7 20150829 1437600294
Lądujące gęsi © Łukasz Boch

W jesienną długą noc.

Wrzesień w pełni, rozpoczyna się okres prawdziwego ptasiego festiwalu, to istny przystanek Woodstock. Setki, tysiące różnych ptaków gromadzi się w ogromne, przerastające wszelkie wyobrażenia stada, by wielki wysiłek podróży, w stronę ciepła, podjąć razem w wielkiej grupie. Tak będzie bezpieczniej. W tym czasie lej rezerwatu w zasadzie zapada powoli w sen, rytm życia zatacza krąg. Nie spotkamy tam już wiosennego, czy letniego harmidru. Woda mocno się cofnęła, wyłaniając błotnisty brzuch zalewu. Teraz podążamy bardziej na północ, wraz z cofającą się wodą, która jest gwarantem ptasiej egzystencji. Krajobraz zalewu przypomina księżyc, ogromne połacie dna i sterczące z nich posępnie korzenie pradawnych drzew. Nogi uzbrojone w wodery zapadają się przy każdym kroku, a przejście wielkich odcinków zalewu przysparza ogromne trudności. Na dnie pozostało mnóstwo skorupiaków smutnie przypominających o tym, co czeka każdego z nas.

krag zycia nad jeziorskiem 8 20150829 1866255329
Balet w purpurze © Łukasz Boch

W tym czasie ptasie zastępy pokrywają już cały zbiornik, aż pod zaporę, z każdym dniem południowa granica zbliża się ku północy, wraz z wysychającym dnem. To zdecydowanie najżywszy okres zalewu. Na potężnych stawach hodowlanych na Brodni, znajdujących się na wschodnim brzegu zalewu, bieliki całe dnie patrolują przestrzeń w poszukiwaniu ofiar, tam też zjawiają się czaple, by dokończyć to, co nieuniknione, śmierć ryb. W ślad za ptasimi stadami kieruję się na cofkę, na wysokości prostopadłej linii łączącej Tomisławie i Brzeg. Tam, przy większych korytach tętniących jeszcze wodą gromadzi się bogate życie. Białe czaple w ogromnych stadach penetrują wodne bajora, w których odcięte mielizną ryby, stają się łatwą zdobyczą. Mnóstwo czapli siwych towarzyszy białym siostrom. Moim celem są jednak ogromne stada gęsi i żurawi nocujących praktycznie na środku tego, co było jeszcze niedawno odmętami zalewu. Tam właśnie czeka mnie przygoda życia. Początkowo prowadzę obserwacje z wioski Brzeg. Widzę kilkaset żurawi, czaple siwe i białe, setki gęsi, nurogęsi, siewki, w powietrzu bieliki i mewy. Przez lornetkę wybrałem najdogodniejsze miejsce. Spakowałem duży plecak wszystkiego, co mogło mi się przydać, najbliższe 24 godziny będę leżał w ukryciu. Ruszam wczesnym popołudniem gdy ogromne zastępy żurawi i gęsi żerują na okolicznych polach. Wiem, że przybędą na nocleg przed zachodem. Ostatnie promienie słońca i pierwsze następnego dnia, dadzą krótkie chwile gdy będziemy obok siebie, oko w oko. Przez cały październik jeżdżę obcować z tymi wspaniałymi ptakami, te chwile pozostaną w mej pamięci na zawsze. Gdy październik zbliża się ku końcowi, dostrzegam, że coraz mniej gęsi wraca na nocleg, żerujące nurogęsi przesunęły się jeszcze bardziej na północ, ku zaporze, w poszukiwaniu pożywienia, czaple również. Żurawi mur, który o wschodzie piętrzył się nad brzegiem koryta przerzedniał istotnie, a ich chóralne śpiewy nie wydały się już tak donośne. Nadchodzą pierwsze przymrozki. W powietrzu czuć chłód, zima zbliża się wielkimi krokami.

krag zycia nad jeziorskiem 9 20150829 1462965126
W mroźny poranek © Łukasz Boch

Czas zamieci.

Noce stają się coraz dłuższe, płaszcz mroku okrywa szczelnie nadwarciańskie pustkowia. Od połowy listopada woda osiąga już minimalny stan przewidziany dla zbiornika, ogromne tereny, niegdyś tak pełne życia, teraz straszą swą pustką i przyprawiają o dreszcze. Potężne wiatry smagają zmrożony pierwszymi przymrozkami brzuch zalewu. Pozbawione liści drzewa bujają się w rytmie zawodzenia. Nie ma już rodzin na wypoczynku, nie ma spacerowiczów. Zalew wydaje się być jeszcze bardziej zapomniany niż zwykle. Ogromna większość migrujących ptaków odleciała, zostawiła swój dom i miejsce, gdzie poczęła i wychowała potomstwo. Zdarzają się jednak wyjątki. Dotyczą one szczególnie gęgaw, które postanowiły zostać i ponieść ogromne ryzyko przetrwania do wiosny. Czy zatem wyjątkowa podróż, którą odbywają corocznie jest straszniejsza, niż zmierzenie się z potęgą polskiej zimy? Nad Jeziorskiem zapanował najtrudniejszy czas. Świat zastyga w letargu. Walczy o przetrwanie z głodem i zimnem.

Początkowo ptaki rozprzestrzenione są na obszarze pokrytym resztkami wody. Na wschodnim pasie zalewu, ptasie azyle spotkamy w zatoczce w Pęczniewie. Pogłębiana sztucznie zatoka, w sezonie wykorzystywana jest do wodowania łodzi motorowych i żaglowych. Posępne toalety i budy na hamburgery, stoją teraz puste i przypominają jak ulotne potrafią być chwile. Cała zatoka ma wąską gardziel ujścia. Gdy woda opada, niewielka głębokość w owym ujściu staje się prawdziwie śmiertelną pułapką dla ryb. Większe, pozostają odcięte na niewielkim obszarze zatoki, odważniejsze próbują się przebić. Tam oto jednak czeka na nie szwadron śmierci. Czaple siwe ustawione w rzędzie, uderzają precyzyjnie, zwłaszcza w czystej, zimowej wodzie.

krag zycia nad jeziorskiem 11 20150829 1439692470
Kaskada na rzece © Łukasz Boch

To nie koniec zagrożeń, w powietrzu krążą niestrudzone eskadry mewich łowców. Srebrzyste, pospolite, śmieszki. Dalej, na pełnej wodzie, ostatnia przeszkoda! Dryfujące kormorany, bujają się komicznie w rytmie fal, napędzanych północno – wschodnim wiatrem. Czarne sylwetki co jakiś czas znikają w lodowatej wodzie, nurkując w poszukiwaniu ofiary. Obok kormoranów, mnóstwo łysek i różnej maści kaczek. Na zachodzie azylem jest długi pas brzegowy ciągnący się od wsi Miłkowice aż do betonowych pirsów w samym północno – zachodnim rogu zbiornika. Różnorodność gatunkowa wygląda tutaj podobnie. Czasem jednak możemy w tym rewirze spotkać jeszcze rodzinę łabędzi niemych, rzadziej krzykliwych.

Potem nadchodzą mrozy i zmiecie. Grudzień przynosi raptowne ochłodzenie. Gdy maszeruję po spękanym mrozem dnie zbiornika, czuję jak ostry wiatr przeszywa tysiącem igieł. Stojąca woda zamarza pierwsza odcinając tym samym ptactwo od pożywienia. W kolejnych tygodniach pancerz skamieniałego lodu sięga coraz bardziej ku północy, pokonując również otwarte wody zbiornika. Widok zapiera dech w piersiach. Główny zbiornik zalewu, poza niewielkim obszarem tuż przy zaporze, pustoszeje całkowicie. Nie ma w nim pożywienia ani schronienia, jest tylko zamieć i pustka. Życie ucieka również z wyschniętych stawów na Brodni. Podążam ponownie na północ. Przenoszę się w pobliżu zapory, tam woda nigdy nie zamarza. Spuszczana w dwóch kaskadach jest w ciągłym kotle, staje się zatem obozem uchodźców. Unosząca się o poranku mgła nad wodnymi wirami przypomina o potędze żywiołu. Brzegi ozdobione kryształami lodu, obmywane pędzącym nurtem, przybierają piękne, owalne kształty. Na niewielkim odcinku rzeki panuje straszny ścisk. Widzę stada nurogęsi przecinające nieboskłon tuż nad zaporą. Podchodzą do lądowania, siadają nieco dalej od setek krzyżówek i łysek. Czarne morze głów tych drugich, tu i ówdzie przyozdobione jest jaśniejszym akcentem głowienki, czernicy lub gągoła. To mieszanka, która obsadzi cztery kilometry nurtu. Całe kłębowisko małych owalnych kształtów, co jakiś czas wzbijane jest jest w powietrze sylwetką nadchodzącego wędkarza. Czasem powód jest inny, dużo groźniejszy. Na występach skalnych i tamach stworzonych do regulacji rzeki, swoje posterunki mają czaple siwe.

krag zycia nad jeziorskiem 12 20150829 2041614505
Myszołów zwyczajny
(Buteo buteo)
© Łukasz Boch

W tym miejscu ptaki mogą się trzymać tylko brzegów. Rzeka jest tu bardzo głęboka, zbyt głęboka dla polującej czapli. Stoją te siwe postacie niczym słupy skulone w swojej krzywej sylwetce, a od szarości kamieni, którymi wyłożone są brzegi, odcina je żółć ich dziobów. Widać też rodzinę łabędzi niemych i krzykliwych. Jeszcze dalej z prądem miejsce sobie upatrzyły zastępy czarnych lotników, to horda kormoranów. Ich pozorny spokój burzy start dwóch z nich, rozpędzają się po wodzie by po chwili wzbić się w powietrze, ich sylwetki zawsze kojarzą mi się z czarnymi krzyżami. Mogłoby się zdawać, że wody są tu ciepłe, wręcz gorące, a szukające schronienia ptaki ogrzewają się ciepłem rozpylonej kaskadą wody. Rzeka ma jednak temperaturę bliską zera, przypominają o tym zaszronione głowy pływających kaczek. Nie tylko głód i zimno zagrażają mieszkańcom tego maleńkiego azylu. Powietrze często patrolują bieliki, rzucając śmiercionośny cień na wyczerpane ptaki. W okolicznych drzewach czają się jastrzębie, czekające aż któryś z ptaków popełni błąd. Opisani drapieżcy to jedni z ostatnich przedstawicieli ptasiego łańcucha pokarmowego, obok nich pozycję tę zajmują kruki i myszołowy. Drapieżniki bez przerwy przeczesują teren w poszukiwaniu padłego zwierza. To bardzo ważny element ekosystemu skupionego na tym niewielkim obszarze. Ptaki te istotnie regulują populację niektórych gatunków zwierząt. Są też strażnikami czystości. Nic nie może się przecież zmarnować.

krag zycia nad jeziorskiem 13 20150829 2027918055
Zachód słońca nad zalewem © Łukasz Boch

W tym ciasnym kłębowisku życia doczekamy wiosny, ona już niebawem nadejdzie. Już lada moment zobaczymy ponownie skowronki, czajki i klucze żurawi. Przyroda w Nadwarciańskiej Dolinie zatoczy swój odwieczny cykl, koło, które na swej drodze napotyka coraz więcej wybojów. Pisałem o walorach tego miejsca, o moich obserwacjach i o tym, co determinuje takie bogactwo gatunkowe. Na koniec jednak chciałbym zwrócić uwagę na najważniejszy czynnik, bez którego nie mogłaby istnieć ta misterna sieć przyrodniczych zależności. To ryby. Są one niespotykanym bogactwem tej krainy, to dzięki nim istnieją tu bardziej zaawansowane formy życia. Od ikry do ogromnych leszczy i szczupaków, ryby są życiodajnym źródłem egzystencji ogromnej ilości żyjących tu zwierząt. Bez ryb zatem cały ten ekosystem zginie i jeżeli nie nauczymy się szanować ryb i właściwie ich chronić, to my, mieszkańcy tej części Polski, stracimy coś więcej niż tylko ostoję wspaniałych ptaków. Stracimy cząstkę nas samych.